Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 listopada 2012

Recenzja: Pędzle LancrOne


Witajcie :)

Dzisiaj recenzja 3 pędzli do twarzy firmy LancrOne, z którą dość długo zwlekałam bo zależało mi na dokładnym wypróbowaniu pędzli.

Na początku miałam zamówić sobie pędzle Hakuro. Kusił mnie ten wielki szał, który ostatnio na nie panuje, a po za tym mam z tej firmy już dwa pędzle do oczu, z których jestem bardzo zadowolona. Jednak przeszukując allegro trafiłam na zestaw 3 pędzli z LancrOne i postanowiłam je wypróbować (wcześniej, też posiadałam pędzle do oczu z tej firmy). Tym bardziej, że cena była przystępna, za 3 pędzle zapłaciłam chyba niecałe 80pln z przesyłką :)

  • W zestawie mamy trzy rodzaje pędzli do twarzy: F60, F54 i F58.
  •  Każdy z tych pędzli jest bardzo dobrze wykonany, przez co sprawiają wrażenie drogich. 
  • Mają syntetyczne, mięciutkie włosie (dzięki, któremu nie "piją" kosmetyków o konsystencji płynnej) i drewnianą rączkę. 
  • Włosy nie wypadają i dość dobrze się myją, chociaż od częstego używania F60 z podkładem nie mogę go do końca domyć, ale aż tak bardzo mi to nie przeszkadza.  
  • Po myciu pędzle się nie odkształcają.

Minusem, moim zdaniem, jest to, że pędzle dość długo schną, bo nawet i 2 dni. No, ale coś za coś i jestem w stanie to przeżyć :P

Więcej minusów nie widzę! :D 

A teraz kilka szczegółów:

Flat Top Kabuki - F60

Nakładanie płynnego podkładu tym pędzlem to sama przyjemność. Nie mam pojęcia jak kiedyś żyłam bez tego pędzla ;) Jest idealny! Ma długie, zbite i miękkie włosie. Podkład rozprowadza się nim dokładnie, równomiernie i bez smug, wygląda mega naturalnie. No dla mnie BOMBA!

Wystarczy naprawdę  mała ilość kosmetyku, aby pokryć całą twarz :) Według mnie jest genialny :D

Round Top Kabuki - F54

Okrągły pędzel z krótszym i bardziej zbitym włosiem niż F60. Latem używałam go do nakładania podkładu mineralnego i sprawdził się do tego celu idealnie. Bardzo dobrze i równomiernie rozprowadza się nim kosmetyki, które są w formie sypkiej. Po prostu bajka! Nawet z pokruszonym różem z Inglota (taaaa... upuściłam go na ziemię.. moja zgrabność nie zna granic) daje sobie świetnie radę :) Raz nakładałam nim płynny podkład i też sobie poradził.

Polecam wypróbowanie go szczególnie wszystkim fankom produktów mineralnych, sądzę, że się nie zawiedziecie ;)

Angled Top Kabuki - F58

Ja wiem, że cały ten wpis to jedno wielkie pianie z zachwytu, ale nic na to nie poradzę, że te pędzle bardzo przypadły mi do gustu :P Ten także! 
Niczym innym już nie nakładam bronzera, rozświetlacza i ostatnio także różu.
Pędzel jest skośny, ma rzadsze włosy niż F60 i F54 i idealnie dopasowuje się do kości policzkowej. Czego chcieć więcej? 

Myślę, że nawet dałby radę z kosmetykami o płynnej konsystencji.


To by było chyba na tyle :) Uważam, że pędzle są naprawdę warte uwagi. Są porządnie wykonane, kosztują niedużo i spełniają swoje zadania w 100% :)

A jacy są Wasi ulubieńcy w śród pędzli? Próbowaliście tych z Lancrone?

Miłego wieczoru :*
M.


sobota, 10 listopada 2012

Ostatnio ulubieni ;)


Witajcie :)

Dzisiaj, mam nadzieję, szybki post o kosmetykach (i nie tylko) jakie uwielbiam w ostatnim czasie i bez jakich nie wyobrażam sobie mojego codziennego rytuału nakładania urody ;) Jednym słowem jakby mi je ktoś ukradł to bym płakała rzewnymi łzami jak na materialistkę przystało ;)


Zacznę może od włosów bo to one ostatnio najbardziej spędzają mi sen z powiek.. Nie wiem czy wiecie, ale mam zrobione ombre i niestety przez to końcówki włosów nie są w najlepszym stanie i też włosy nie zawsze chcą się dobrze układać. Mam kręcone włosy, ale takie, które żyją własnym życiem i nie zawsze chcą wyglądać tak jak ja bym chciała. Nie znalazłam jeszcze idealnych produktów do pielęgnacji, ale odkryłam już kilka, które trochę pielęgnują, ale też pomagają się dobrze układać mojej czuprynie :)

Wella pro series treatment MOISTURE (ok.17pln)
Maska, którą kupiłam pod wpływem jednego z blogów, ale kurczę nie pamiętam którego.. Dla mnie bomba! Nawilża włosy, wygładza, ułatwia rozczesywanie, włosy są bardzo przyjemne w dotyku, błyszczące. Po jej użyciu robią mi się piękne loki, które jestem w stanie dobrze ułożyć :) Nie wyobrażam sobie w tym momencie nie używać tej maski. 
Na prawdę polecam wypróbować. Ma przychylne opinie na wizażu: klik

Lakier do włosów Taft volume hairspray (zielony :P ) (ok.13pln):
Lakier też kupiony pod wpływem jednego z blogów. Bardzo go lubię i nawet nie mam ochoty wypróbowywać innych. Jest mocny, ale nie skleja włosów, nie tworzy hełmu, ławo go wyczesać, włosy trzymają się w nienaruszonym stanie cały dzień/noc, a do tego pięknie pachnie! Może i są lepsze lakiery do włosów, ale ten wystarcza mi w 100% :)

Shwarzkopf liquid silk gloss anti-frizz serum (ok. 20pln):
Serum dzięki, któremu nie wyglądam jak czarownica (mam straszny problem z puszeniem się włosów) :P Używam je na suche włosy w "ostatniej fazie układania" i dzięki temu moje włosy nie są napuszone jak nieboskie stworzenie, są gładkie, miękkie, błyszczące i loki robią się takie hmm... sprężyste?! Do wyprostowanych włosów też świetnie się spisuje. Po wyprostowaniu nakładam niewielką ilość tego serum od połowy długości włosów i mój fryz jest gładki i prosty przez cały dzień. No chyba, że jest ulewa i mega wilgoć to w tedy nic nie jest mi w stanie pomóc. Plusem tego produktu jest to, że jest bardzo wydajny i pięknie pachnie :)

Paleta cieni Sleek Storm:
To już chyba klasyk wśród palet do makijażu. Ja jej albo namiętnie używam albo nawet nie patrzę w jej stronę. Jak na razie to codziennie ją katuję, a szczególnie czarny cień do robienia kreski na górnej powiece, i drugi cień od góry z lewej, do rozświetlania wewnętrznego kącika oka.

Tusz do rzęs Maybelline Falsies (ok.30pln)
Hit amerykańskiego youtube, który ja odkryłam dopiero teraz. Nie będę kłamać, że wypróbowuję masę tuszy do rzęs, ale kilka w swoim życiu ich miałam i śmiało mogę powiedzieć, że ten jest najlepszy jak do tej pory! Idealnie wydłuża, rozdziela i lekko pogrubia rzęsy. Nie kruszy się i napisałabym, że jest lekko wodoodporny. Jak pierwszy raz pomalowałam nim rzęsy to nawet klientka zwróciła mi uwagę, że są pięknie wytuszowane :)

Cień w kremie Maybelline Color Tattoo 24hr (23,99pln)
Recenzję tego produktu możecie przeczytać tutaj: klik.
Co ja tu dużo będę pisać? Odkąd go mam używam codziennie na każdą okazję i nie zamierzam przestać ;)

Cienie Inglot nr: AMC shine 112 i MATTE 363 (10pln/sztuka):
Dopóki nie kupiłam tego cienia w kremie Maybelline to właśnie tymi dwoma cieniami robiłam codziennie makijaż oczu. 112 na całą powiekę i 363 w załamanie i zewnętrzny kącik oka :) Myślę, że za niedługo znowu będę robiła makijaż tymi cieniami na zmianę  z cieniem w kremie :)


Podkład Revlon ColorStay nr 150 Buff Chamois (cena waha się od 45pln-małe drogerie, do 70pln w Douglasie):
Kosmetyk, do którego wracam zawsze w okresie jesień/zima. Według mnie najlepszy podkład w dobrej cenie :) Czasami kusi mnie żeby wypróbować coś nowego, ale jednak zawsze w wracam do ColorStay. Dobrze matuje, jest długotrwały, nie waży się, nie ciemnieje na twarzy, można go "budować", nie podkreśla suchych skórek, jest bardzo duży wybór kolorów :) Minus to opakowanie, które nie ma pompki niestety..

Pędzel Lancrone Flat Top Kabuki nr. F60 (ok. 30pln):
Nie chcę za dużo pisać o tym pędzlu bo szykuję recenzję na temat jego i dwóch innych z tej serii, ale mogę Wam powiedzieć, że ja nie wiem jak żyłam bez niego? Teraz nie wyobrażam sobie nałożyć podkład czymś innym :) Jestem z niego baaaaardzo zadowolona! :)


MOCNE USTA!!
Tak, ostatni miesiąc, może trochę dłużej, upłyną mi pod znakiem mocnych, kolorowych ust. Doszło nawet do tego, że bez szminki czuję się NAGA (a jeszcze nie tak dawno z kolorem na ustach czułam się co najmniej dziwnie) :P
Ale też nie chcę za dużo się rozpisywać bo post o ulubionych szminkach na jesień i zimę jest w przygotowaniu :)


Krem do rąk Sweet Secret Farmona:
Od pracy, pogody, praktyk skóra na moich dłoniach wygląda tragicznie. Jest tak sucha. że aż popękana i (sama jestem w szoku) ratunkiem okazał się ten krem, który świetnie nawilża, szybko się wchłania i pachnie tak, że mam ochotę zjeść własne ręce :P


Hybrydowy manicure:
Szczególnie w tym, idealnym na jesień, kolorze szaro-brązowym. Nie mam ostatnio ochoty na ciągłe malowanie paznokci więc zrobiłam sobie hybrydy i mam z bani :) Ostatnio często albo mam ręce w wodzie albo coś noszę/dźwigam i zwykły lakier by tego nie wytrzymał, a tak mam zawsze zadbane paznokcie, czy w pracy, czy na praktykach :)

Metaliczna torebka:
Mój must have na ten sezon! Tą znalazłam na allegro i zapłaciłam za nią ok. 70pln z przesyłką, a jest z h&m :) Uwielbiam ją!

Khaki:
I ja poddałam się temu wszechobecnemu kolorowi. Jakbym mogła to z naszyjnikiem ze Stradivariusia i z koszulą z Vero Mody nie rozstawałabym się ani na chwile, ale nie chcę żeby ludzie myśleli, że tylko to mam w szafie, więc raz na jakiś czas wciągam na siebie coś innego :P Poluję teraz na spodnie w tym kolorze i może jeszcze jedną koszulę? ;)


I to by było chyba na tyle. To są rzeczy/ produkty, z którymi obecnie się nie rozstaję ;) Jak znajdę coś innego/nowego to dam Wam znać :P

A co dla Was jest takim ulubieńcem kosmetycznym, bez którego nie możecie żyć? I jaki jest Wasz ulubiony trend na ten sezon?

Miłego weekendu :) :*
M.





niedziela, 4 listopada 2012

Recenzja: Cień w kremie - Maybelline Color Tattoo 24hr


Witajcie! :)

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją produktu, który chciałam wypróbować już od jakiegoś czasu, a dokładniej od kiedy usłyszałam o nim na amerykańskim youtube. A chodzi o cień w kremie Maybelline Color Tattoo, który jest dostępny w naszych drogeriach już od jakiegoś czasu.


Ja mam ten cień w kolorze 35-On and on Bronze. 
Pierwsze co chciałam napisać to to, że jestem rozczarowana gamą kolorystyczną dostępną w Polsce. Z tego co mi się wydaje to np. w USA jest ona dużo większa.. W naszych drogeriach mamy 6-8 kolorów (nie pamiętam dokładnie) z czego, moim zdaniem, na co dzień dobry jest właśnie ten, który ja mam. Reszta jest albo mega kolorowa, albo mega błyszcząca.. Oczywiście przynajmniej w moim odczuciu :)


Jeżeli chodzi o sam cień to jestem pod ogromnym wrażeniem.

OPAKOWANIE:
Solidne i takie, z którego bez problemu wydostaniemy cień do "ostatniej kropli". Szklany słoiczek i plastikowa nakrętka.

KONSYSTENCJA/KOLOR:
Color Tattoo ma bardzo kremową konsystencję, dzięki której bez problemu możemy go nałożyć na powiekę palcem :)
Do tego piękny, złoto-brązowy kolor z małymi drobinkami, które ładnie rozświetlają spojrzenie. 
Cień można "budować". Jeżeli chcemy uzyskać jaśniejszy kolor rozcieramy odrobinę na powiece, jeżeli chcemy mocniejszego efektu, wklepujemy więcej cienia palcem :)





TRWAŁOŚĆ:
Genialna! Nakładam ten cień o 8 rano i zmywam o 8 wieczorem. Wytrzymuje długi dzień w szkole, w pracy i szaloną noc tańców i hulańców. Nie ściera się, nie waży, nie roluje. Dobrze spisuje się też jako baza. Często maluję "na nim" kreski nie eyelinerem, a czarnym cieniem do powiek i trzymają się bez problemu.  No cud, miód i aż niewiarygodne ;) Naprawdę, jestem z niego bardzo zadowolona!! 


 PODSUMOWANIE:
Odkąd kupiłam ten cień (a kręciłam się przy nim dość długo heh) używam go codziennie i nie zapowiada się na to abym przestała :) Stał się moim must have w codziennym makijażu. Bardzo polecam jego wypróbowanie pomimo dość wysokiej ceny 23,99pln (moim zdaniem to trochę dużo jak na taki drogeryjny kosmetyk), bo myślę, że nie będziecie żałować :) 

A Wy używałyście tego produktu? Jeżeli tak, to bardzo jestem ciekawa co o nim myślicie :) Koniecznie dajcie znać! 

Pozdrawiam! :*
M.




wtorek, 25 września 2012

Makijaż: Różowe złoto + mini recenzja cienia z firmy Kobo-Golden Rose


Witajcie! :)

Tydzień mnie tu nie było i, szczerze mówiąc, nawet nie zauważyłam, że to już 7 dni minęło.. O mamo! jak ten czas szybko leci :(

Dzisiejszy makijaż miał być w miarę prosty i klasyczny. Ot, taki trochę ciemniejszy na co dzień, w odcieniach złota i brązu, pasujący praktycznie dla każdego typu urody, ale...
kiedy już go skończyłam, stwierdziłam, że jest jakiś taki nudny i postanowiłam dodać trochę cienia z firmy KOBO w kolorze Golden Rose.

I uważam, że to był bardzo dobry pomysł (no tyle, że z makijażu dziennego wyszły nici :P).


Myślę, że taka minimalna dawka różu na powiekach nikomu nie zaszkodzi, szczególnie na wieczór :)  Myślę też, że taki makijaż jest w sam raz dla dziewczyn, które zaczynają eksperymenty z kolorowymi cieniami na powiekach (albo dla takich jak ja, które powoli oswajają się z różowymi cieniami). Ten róż zawsze możemy zastąpić innym kolorem, według naszych preferencji ;)


Kosmetyki, których użyłam:

Oczy:


Twarz:



A na koniec chciałabym Wam napisać kilka słów o cieniu Kobo w kolorze Golden Rose.



To jest pierwszy mój cień z tej firmy, w ogóle chyba pierwszy kosmetyk. Jakoś nigdy nie mogłam znaleźć nic ciekawego, co by mnie zainteresowało.

Najpierw strona bardziej techniczna, czyli opakowanie. 
Bardzo przypadło mi do gustu. Klasyczne, plastikowe, solidne, dobrze się zamyka :) Nie mam nic do zarzucenia!

Jeżeli chodzi o sam cień to, nie wiem jak inne z tej firmy, ale ten ma taką dziwną, "mokrą" konsystencję. Jest bardzo grubo zmielony i nie łatwo się go nakłada. Kiedy go rozcierałam pędzlem to gdzieś znikał, kiedy próbowałam nałożyć go aplikatorem to też prawie nie było go widać.. W akcie desperacji, gdy już myślałam, że z tego cienia nic nie będzie, zaczęłam wklepywać go palcem i był to STRZAŁ W 10 (minusem jest to, że wklepując palcem za bardzo sobie nie pocieniujemy, no przynajmniej ja nie umiem)! Kolor pięknie się pokazał na mojej powiece i teraz tylko w taki sposób go nakładam. 

Co do samego koloru cienia to jest na prawdę piękny. Chyba nigdzie nie widziałam takiego drugiego. Połączenie ciemnego, mocnego, ale zgaszonego różu ze złotem...mmm.. Bajka! Na powiece, gdy już się namęczymy i go w końcu nałożymy wygląda na prawdę cudownie :)

Trwałość też jest dobra. Nie "znika", nie zbiera się na powiekach, utrzymuje się od momentu kiedy go nałożymy do momentu aż go zmyjemy :)



Mam jedno zastrzeżenie i jest to CENA.
Uważam, że jest mocno zawyżona bo cień ten kosztuje 17,99pln (wkład do palety jest chyba tańszy). Ten cień do powiek z KOBO kupiłam tylko ze względu na niepowtarzalny kolor, jeżeli miałabym kupować standardowe odcienie to wolałabym się udać do Inglota i skomponować swoją paletkę :) Jednak mimo to dla fanek kolorowych powiek polecam wypróbowanie, szczególnie jak mają jakieś wolne pieniądze w śwince-skarbonce bo kolor tego cienia jest NIESAMOWITY;)

Mam nadzieję, że mój makijaż przypadł Wam do gustu i, że recenzja się Wam przyda :)

Co Wy sądzicie na temat cieni Kobo i jak się u Was sprawdzają? A może znacie jakieś inne kosmetyki tej firmy, które warto wypróbować?

Miłego wieczoru :) :*

M.







wtorek, 18 września 2012

Recenzja: Kolorowe cukiereczki, czyli cienie MIYO


Witajcie :)

Dzisiaj recenzja cieni MIYO + dwa makijaże wykonane tymi cieniami :)

Cienie MIYO kupiłam już dłuuuuuższy czas temu, ale tak właściwie za ich testowanie zabrałam się dopiero nie dawno. Teraz zastanawiam się czemu tak długo zwlekałam?! 
Co prawda na blogu pojawił się już makijaż, w którym wykorzystałam dwa cienie Miyo, ale to było dopiero pierwsze podejście do tej kolorówki ;)


Zacznę może od tego, że posiadam cztery cienie MIYO w kolorach: Passion, Iris, Sunrise i Ambition. Wszystkie są matowe (niby niebieski ma jakieś tam drobinki, ale na powiece wygląda na 100% mat). Wiem, że firma MIYO ma w sprzedaży jeszcze cienie satynowe i z drobinkami (o ile się nie mylę) i teraz na nie się czaję :P Nie wiem jak w innych miastach, ale w Białymstoku jest dość ciężko je dostać. Po długich i męczących poszukiwaniach znalazłam je w dwóch małych drogeriach na ul. Sienkiewicza - Drogeria Uroda i na ul. Lipowej - Drogeria Lotos. Z tym, ze na Sienkiewicza mają całą szafę MIYO, a na Lipowej tylko pojedyncze sztuki.

A teraz czas na szczegóły:


Opakowanie:
Ja bym określiła je jako standardowe :) W takim bądź podobnym plastikowym opakowaniu znajduje się większość cieni jakie kupujemy w drogeriach. Szczególnie jeżeli chodzi o kosmetyki z niższej półki cenowej (patrz cienie my Secret z Drogerii Natura).
Muszę też napisać, że jak na taki plasticzek to opakowanie jest całkiem solidne. Dobrze się zamyka i nie udało mi się jeszcze połamać ani jednego (łamanie opakowań przy zawiasach to już prawie moje hobby).

Konsystencja/Pigmentacja:
Cienie mają suchą konsystencję. Bardzo lubią się osypywać i bez bazy jest dość ciężko je nałożyć. Za miast rozcierania cieni na powiece polecam wklepywanie ich pędzlem, a najlepiej palcem, w tedy jest super :)
 Mają niesamowitą pigmentację, naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem. Wystarczy lekko dotknąć, któryś z tych cieni palcem i już mamy bardzo, bardzo widoczny kolor.

Trwałość:
 Nie wiem jak bez bazy, ale na bazie trzymają się od momentu kiedy je nałożę na powiekę (czasami jest to prawie cały dzień), do momentu aż je zmyję. Nigdzie się nie rozmazują, nie zanikają, nie zbierają się w załamaniach i nie ważą :) Fioletowy i niebieski cień używałam w makijażach do sesji zdjęciowych i spisały się świetnie :)

Cena/dostępność:
Cena jest cudowna: 5zł/sztuka :D 
Z dostępnością, jak pisałam wyżej, jest trochę gorzej, ale dla chcącego nic trudnego :) Szukajcie w małych osiedlowych drogeriach, ewentualnie online.

Chciałabym też pokazać Wam dwa makijaże wykonane tymi cieniami.

Pierwszy z nich jest całkowicie wykonany cieniami MIYO (no dobra, po za czarną kreską).


Może żółty cień nie jest najbardziej wyjściowym kolorem, ale nie mogłam się oprzeć. Tym bardziej, że dzisiaj jest piękna pogoda, a mój mózg postanowił jednak trochę się bronić przed jesienią :)


Drugi makijaż, pomimo mocnego różu jest już bardziej wyjściowy i nadający się np. na imprezę. 

Czarny cień jest z paletki Sleek Storm, a ten jasny z Clinique.
Bardzo spodobało mi się połączenie tych kolorów i myślę, że jeszcze je kiedyś wykorzystam mimo mojej niechęci do różu na oczach :) 


Podsumowując, to uważam, że cienie MIYO są warte uwagi. Rzadko się zdarza, żebyśmy  za cenę 5zł mieli tak dobry produkt :) Jeżeli macie możliwość je wypróbować to to koniecznie zróbcie tym bardziej, że mają piękne kolory (te naturalne również).

Mam nadzieję, że moja recenzja się Wam chociaż troszeczkę przydała i, że moje makijaże Wam się spodobały :)

A może używałyście też innych kosmetyków z tej firmy? Czy po za cieniami jest coś jeszcze co warto wypróbować?

Miłego wtorku :*
M.






wtorek, 28 sierpnia 2012

Recenzja: Maybelline PURE.COVER MINERAL

Witajcie!

Już kilka razy ze względu na moje mega, gigantyczne wory pod oczami pytałam Was o to jaki korektor polecacie. Dużo dziewczyn poleciło mi właśnie ten korektor z Maybelline. Po wykończeniu innych moich korektorów czym prędzej popędziłam do drogerii aby jak najszybciej przetestować tego o to delikwenta.


Co pisze nam producent?
"Idealnie tuszuje niedoskonałości skóry. Nie zatyka porów. Bez talku. Bez olejków. Bezzapachowy".

Ja zacznę może od:

OPAKOWANIE:
Jest ok.. Jest w miarę solidne, nic się z niego nie wylewa, łatwo je otworzyć, ale nie na tyle, żeby np. korektor sam się otworzył w kosmetyczce. Aplikator też jest spoko :) Nie rozsmarowuję nim korektora pod oczami, a tylko nakładam kilka kropeczek i wklepuję palcem. Chociaż z drugiej strony myślę, że ciężko będzie wydobyć ten kosmetyk z opakowania gdy się będzie kończył.

KONSYSTENCJA I ZAPACH:
Tak jak producent pisze kosmetyk jest bezzapachowy :) Jeżeli chodzi o jego konsystencję to jest dość gęsta i sucha (o ile można to tak nazwać), ale nie ma problemu z wklepaniem korektora w skórę. Nie zbiera się w zmarszczkach, nie waży się w ciągu dnia. 

KOLOR:
Z tego co się orientuję to są u nas są dostępne 3 kolory (ale mogę się mylić, jeżeli jest ich więcej to dajcie znać). Ja mam swój w kolorze 02 Natural i jest on bardzo, bardzo jasny.



DZIAŁANIE I MOJE ODCZUCIA:
-na prawdę tuszuje niedoskonałości, zaczerwienienia i moje wory pod oczami, co dla mnie jest nie wiarygodne bo nigdy wcześniej nie posiadałam korektora, który by na prawdę to robić (oczywiście biorąc pod uwagę to, że nigdy nie używałam korektorów z na prawdę wysokiej półki)

-daje delikatny efekt rozświetlenia oka

-jest bardzo wydajny

-tak jak już wcześniej pisałam: nie zbiera się w załamaniach, nie warzy się

-kolor pasuje jak ta lala

-nie wysusza skóry w okół oczu, nie podrażnia


-no jednym słowem jest to najlepszy korektor jaki do tej pory używałam i kupię go na pewno jeszcze nie jeden raz! Polecam wszystkim dziewczynom, które tak jak ja mają problem z sińcami pod oczami :) ! Na prawdę warto go wypróbować :)



Jak na razie minusów nie zauważyłam (może trochę te opakowanie..). Fakt, faktem nie wiem jak się sprawdzi u osób z cerą suchą.
Korektor kosztuje ok. 30zł. Z jednej strony to trochę sporo jak za taką pojemność, ale z drugiej strony skoro mi pomaga to mogę za niego tyle płacić :P

Przy okazji tej recenzji przejrzałam kwc na wizaz.pl i stwierdzam, że jestem w szoku, że ma całkiem sporo negatywnych opinii bo na prawdę sporo osób mi go polecało, ale wiadomo, że każdemu pasuje co innego.



To by było chyba na tyle :) Na prawdę lubię ten kosmetyk i jeżeli nie znalazłaś jeszcze idealnego korektora pod oczy to warto go wypróbować :)
A może już próbowałyście tego korektora ? Jeżeli tak to dajcie mi znać co o nim myślicie bo jestem bardzo ciekawa :)

Buziaki :)
M.

piątek, 27 lipca 2012

Maybelline Dream Fresh BB - Recenzja


Witajcie! :)

Dzisiaj szybka recenzja kremu BB marki Maybelline. 

Nie mam dużego doświadczenia z kremami BB, a właściwie nie używałam wcześniej żadnego po za tym, więc za bardzo go nie porównam z innymi podobnymi produktami, ale mimo wszystko chcę napisać o nim kilka słów.

Do kupienia tego produktu zachęciły mnie bardzo pochlebne opinie dziewczyn z amerykańskiego youtube. Z początku myślałam, że ten kosmetyk, tak jak wiele innych, nie będzie dostępny w Polsce, ale się zdziwiłam.
Będąc w Supher-Pharm zobaczyłam go i od razu postanowiłam wziąć, żeby sprawdzić czy jest na prawdę taki świetny, a po za tym potrzebowałam czegoś lekkiego do z tuningowania mojej twarzy w upały. W dodatku była promocja, a to zawsze jakiś plus :D


Może zacznę od kilku słów od producenta:
Natychmiastowy efekt świeżej i promiennej skóry.
Oparty na konsystencji żelu, krem BB poprawia wygląd skóry dzięki formule 8 w 1:
- tworzy naturalny blask,
- wyrównuje koloryt skóry,
- SPF 30,
- całodniowe nawilżenie,
- kryje niedoskonałości,
- beztłuszczowy i nietłusty,
- skóra jest wyraźnie gładsza,
- skóra wygląda świeżo.
Rozsmaruj cienką warstwę na skórze. Może być używany z albo bez kremu.
Dostępny w czterech odcieniach. (ja widziałam w sklepie 3 odcienie)

Dla ciekawskich skład:
Skład: Aqua/Water, Ethylhexyl, Palmitate, Glycerin, Octyldodecanol, Slica, Pentylene Glycol, Octyldodecyl Xyloside, Phenoxyethanol, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Hydrogenated Lecithin, Isohexadecane, Hydroxyethyl, Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate, Copolymer, PEG-30 Dipolhydroxystearate, Sodium Dehydroacetate, Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate, Caprylyl Glycol, Disodium Edta, Citric Acid, Polysorbate, Potassium Sorbate, Propylene Glycol, Methylisothazolinone, Chamomilla Recutita Extract, Matricaria Flower Extract, Aloe.


Moja opinia:
Tak właściwie to nie wiedziałam czego oczekiwać ot tego produktu. Dla mnie najważniejsze było, żeby moja cera wyglądała świeżo i miała wyrównany koloryt.
-Po kliku użyciach tego produktu stwierdziłam, że jest świetny!

-Na prawdę wyrównuje koloryt mojej cery (chociaż, wiadomo, nie kryje jak podkład i nie zakrywa moich wielkich pryszczy, ale od tego jest korektor) i nadaje jej zdrowy blask, ale nie efekt kuli dyskotekowej. Nie tworzy tłustej warstwy na twarzy.

-Delikatnie nawilża, ale dla osób o cerze suchej polecam jakiś lekki krem pod niego.

-Ma SPF 30 co jest, moim zdaniem, ogromnym plusem

-Po jego używaniu (nawet w te teraz trwające upały) nie wyskoczyły mi żadne nowe niespodzianki.

-Jak na taki lekki produkt to całkiem długo się utrzymuje na mojej twarzy (ok. 5-6h)

-skóra wygląda na gładszą

-wydaje mi się, że jest dość wydajny. Nie potrzebujemy go dużo, żeby pokryć całą twarz.




Minusem, moim zdaniem jest opakowanie. Tubka sama w sobie jest ok, ale denerwuje mnie to, że trochę produktu się z niej "wylewa". No i odcienie. Ja w SP widziałam ich tylko trzy i mój jest niby najciemniejszy, ale tak na prawdę jest dość jasny. Jestem ciekawa jak ten kolor by się sprawował u dziewczyn z ciemniejszą karnacją. Czy dopasował by się do cery?

Podsumowując uważam, że ten kosmetyk jest godny wypróbowania! Jest idealny na lato i uważam, że sprawdzi się tez u dziewczyn, które nie lubią używać na co dzień podkładów :) Ja na pewno kupię kolejne opakowanie bo jestem z niego baaaaaaardzo zadowolona :)

Buziaki :*
M.