Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakier do paznokci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lakier do paznokci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 maja 2012

Rimmel 60seconds - pastelowy fiolet na paznokciach


Cześć Dziewczyny :)

Jak mija Wam majowy weekend? Mój jest bardzo spokojny, rodzinny i przede wszystkim leniwy :) W końcu mam czas trochę odpocząć.

Ostatnio będąc na małych zakupach (spożywczych hehe) natknęłam się na lakier Rimmel-a (swoją drogą nie wiedziałam, że można je kupić w spożywczakach). Pomimo tego, że miałam złe doświadczenie z lakierami tej firmy, postanowiłam go kupić bo kolor bardzo, bardzo mi się podobał. 
Jeszcze tego samego dnia pomalowałam paznokcie z nastawieniem, że zaraz lakier mi odpryśnie i na drugi dzień i tak będę musiała go zmywać, ale się zdziwiłam.
 Lakier mam już na paznokciach 4 dzień i tylko lekko końcówki mi się starły. Wcześniej jak używałam jakiegoś lakieru z Rimmela to praktycznie tego samego połowa paznokci już miała odpryski..


-Lakier ma piękny pastelowo-fioletowy kolor, jest to numer: 620 How do you lilac it? . 
-Szeroki pędzelek pozwala pokryć całą płytkę paznokcia prawie, że za jednym pociągnięciem i nie zostawia smug. Ja oczywiście nakładam 2 warstwy. 
-lakier może nie schnie w 60 sekund, ale i tak dość szybko z czego jestem bardzo zadowolona bo nienawidzę czekać aż mi pazury wyschnął 
-kosztował 7,99zł 
-konsystencję ma fajną, nie za gęstą i nie za rzadką 
-i ogólnie pozytywnie mnie zaskoczył, a to jest zawsze spoko :)
-i kolor, który uwielbiam i który pięknie wygląda do opalonej skóry, której, w brew pięknej pogodzie, jeszcze do końca nie posiadam hehe, ale wyobraźnia działa ;)

I to by było chyba na tyle :) Nie wiem czy jeszcze kiedyś kupię jakiś lakier Rimmel-a, ale z tego jestem zadowolona :)

Idę pracować nad opalenizną,
Miłego Dnia,
M :) :*

czwartek, 22 marca 2012

Kryzys żywieniowo-dietetyczny

3 miesiące niejedzenia słodyczy, pilnowania się na  każdym kroku, picia hektolitrów wody i czadu na siłowni diabli wzięli.. Złamała mnie przyjaciółka, która przyniosła dzisiaj przepyszny blok czekoladowy.
Opędzlowałam pół blachy w pięć minut. 
Do tej pory czuję się jak w ciąży spożywczej i zżerają mnie wyrzuty sumienia (a żeby tego było mało to dorzuciłam do tego pączka i dwa pyszne żeberka upieczone przez mojego tatę). Będę musiała spalić to jutro na siłowni jak nic, co też mnie przeraża, ale muszę się wziąć w garść i dać radę. Za dużo mnie to kosztowało, żeby teraz przestać..

No tak to jest jak baba nie widziała przez taki szmat czasu czekolady na oczy. 

No życie, no... co tu dużo mówić.

Na pocieszenie pomalowałam sobie paznokcie moim pięknym, nowym lakierem z essence, który jest idealny na wiosnę i lato (tak na prawdę chciałam miętowy, ale że nie było akurat, to wybrała jakiś taki mlecznozielony (?!), niestety nie pamiętam teraz nazwy.. jak podniosę swój obżarty tyłek i sprawdzę to dopiszę :P




Oczywiście, kolory są przekłamana, lakier to bardziej taka morska, mleczna zieleń.. Ale bardzo ładny jest :)

Miłego wieczoru,
M :) :*